ul. Grochowska 207
Ikona handlu warszawskiego. Grochowski Taj Mahal. Serce dzielnicy. Ten dom handlowy powstał w 1977, jako swego rodzaju przebłysk zachodniego życia. Tu było wszystko: zakłady fotograficzne, totolotek, pralnia, bank, kiosk Ruchu, kwiaciarnia, zegarmistrz, fryzjer, restauracja Astoria, kawiarnia z dyskoteką, PZU... Można było kupić tu wszystko: od artykułów z demoludów, po deficytowe polskie rzeczy. Szał.
Z biegiem lat asortyment podupadł, Uniwersam zaczął się sypać, bo wznoszony naprędce i z byle czego, obrósł bazarem, ale nadal jest popularny.
Wyremontowana parę lat temu Panienka - fontanna. Po zburzeniu UG ma stanąć w innym miejscu.
No właśnie - po zburzeniu... WSS Społem chce na miejscu hali zbudować apartamentowiec na ponad 400 mieszkań z nowym Uniwersamem w przyziemiu.
V jak victoria? Czy uda się ocalić ikonę Grochowa?
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą GROCHÓW. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą GROCHÓW. Pokaż wszystkie posty
poniedziałek, 17 marca 2014
poniedziałek, 15 kwietnia 2013
KAMIENICA PRZY GROCHOWSKIEJ
ul. Grochowska 289
Takich kamienic jak ta jest tutaj mnóstwo - w zasadzie większość Grochowskiej od Zamoyskiego do Wiatracznej zabudowana jest podobnie - niewielkie, pudełkowate kamieniczki bez zdobień. Ta akurat powstała w 1936 lub chwilę później na sporym terenie, rozparcelowanym specjalnie pod zabudowę mieszkalną. Kamienica, tak jak większość przy Grochowskiej, ocalała w czasie wojny i kilka lat temu wyremontowano ją, nadając fasadzie piękny, różowomajtkowy kolor. Ciężko jest znaleźć jakieś przedwojenne szczegóły, z racji tego, że przy ulicy zmieniła się numeracja, a przez pewien czas funkcjonowały dwa numery - stary i nowy - co kompletnie zaciemnia obraz, bo rzadko kto pisał, o który numer chodzi...
Takich kamienic jak ta jest tutaj mnóstwo - w zasadzie większość Grochowskiej od Zamoyskiego do Wiatracznej zabudowana jest podobnie - niewielkie, pudełkowate kamieniczki bez zdobień. Ta akurat powstała w 1936 lub chwilę później na sporym terenie, rozparcelowanym specjalnie pod zabudowę mieszkalną. Kamienica, tak jak większość przy Grochowskiej, ocalała w czasie wojny i kilka lat temu wyremontowano ją, nadając fasadzie piękny, różowomajtkowy kolor. Ciężko jest znaleźć jakieś przedwojenne szczegóły, z racji tego, że przy ulicy zmieniła się numeracja, a przez pewien czas funkcjonowały dwa numery - stary i nowy - co kompletnie zaciemnia obraz, bo rzadko kto pisał, o który numer chodzi...
poniedziałek, 30 lipca 2012
POŁUDNIOWOPRASKA SYRENKA
ul. Grochowska 274
Tak, to kolejna syrenka, chociaż gdyby spytać o nią Warszawiaków, idę o zakład, że większość nie będzie miała pojęcia, o czym mowa. Ta stoi przed Urzędem Dzielnicy Warszawa Praga Południe, a stanęła tu w 1990. Jednak nie jest to jej pierwsza miejscówka, bo to dzieło Jerzego Chojnackiego odsłonięto już w 1973 na placu Przymierza na Saskiej Kępie, jednak wandale ją zniszczyli i leżała biedna pod drzewem, póki władze dzielnicy się nie zlitowały i przeniosły po renowacji w bardziej eksponowane miejsce. Dziś po placu nie ma śladu, bo stoją na nim budynki, ale Syrenka ma się dobrze przed urzędem.
Tak, to kolejna syrenka, chociaż gdyby spytać o nią Warszawiaków, idę o zakład, że większość nie będzie miała pojęcia, o czym mowa. Ta stoi przed Urzędem Dzielnicy Warszawa Praga Południe, a stanęła tu w 1990. Jednak nie jest to jej pierwsza miejscówka, bo to dzieło Jerzego Chojnackiego odsłonięto już w 1973 na placu Przymierza na Saskiej Kępie, jednak wandale ją zniszczyli i leżała biedna pod drzewem, póki władze dzielnicy się nie zlitowały i przeniosły po renowacji w bardziej eksponowane miejsce. Dziś po placu nie ma śladu, bo stoją na nim budynki, ale Syrenka ma się dobrze przed urzędem.
poniedziałek, 9 kwietnia 2012
GŁAZ POŚWIĘCONY STANISŁAWOWI AUGUSTOWI PONIATOWSKIEMU
ul. Stanisława Augusta
Głaz, zaproj. i wykonany przez Bogdana Różyckiego odsłonięto 07.05.1991 z inicjatywy inż. Tadeusza Burchackiego, wiceprzewodniczącego TPW Saska Kępa. W 1995 wandale zniszczyli pomniczek, który poddano gruntownej renowacji. Oczywiste jest, że najlepszym miejscem na taką pamiątkę po królu Stasiu jest jego własna ulica.
Głaz, zaproj. i wykonany przez Bogdana Różyckiego odsłonięto 07.05.1991 z inicjatywy inż. Tadeusza Burchackiego, wiceprzewodniczącego TPW Saska Kępa. W 1995 wandale zniszczyli pomniczek, który poddano gruntownej renowacji. Oczywiste jest, że najlepszym miejscem na taką pamiątkę po królu Stasiu jest jego własna ulica.
niedziela, 8 stycznia 2012
ZEGAR ODLICZAJĄCY CZAS DO MISTRZOSTW EUROPY
róg Grochowskiej i Terespolskiej, przed Ratuszem Pragi Południe
Już dawno miałem zamiar to tu wstawić, bo przecież Mistrzostwa Europy w Piłce Nożnej zaczną się za 152 dni i licznik zniknie! A stoi tu już od 2007 i odlicza czas... Wygląda na to, że zdążymy ze wszystkim, poza drogami i infrastrukturą, ale co tam... Taki zegarek powinni mieć i włodarze i budowniczy...
Już dawno miałem zamiar to tu wstawić, bo przecież Mistrzostwa Europy w Piłce Nożnej zaczną się za 152 dni i licznik zniknie! A stoi tu już od 2007 i odlicza czas... Wygląda na to, że zdążymy ze wszystkim, poza drogami i infrastrukturą, ale co tam... Taki zegarek powinni mieć i włodarze i budowniczy...
niedziela, 8 sierpnia 2010
DOM KOLONII POSŁÓW I SENATORÓW PPS

W połowie lat ’20 XX w. powstała tu, zbudowana własnymi środkami, kolonia dworków dla członków PPS. Inicjatorem inwestycji był Ksawery Prauss, senator z ramienia PPS i minister wyznań religijnych i oświecenia publicznego w rządzie Moraczewskiego. Mieszkali tu m.in. Kazimierz Pużak, Helena Boguszewska. W tym domu z inicjatywy kustosza muzeum Mennicy inż. Władysława Terleckiego ukryto najcenniejsze zbiory w mieszkaniu kuratora Gabinetu Numizmatycznego Muzeum Narodowego, Anny Szemiothowej. Paczki przewoziły harcerki z 67. drużyny. Monety najpierw leżały w kanapie, potem zakopano je w ogródku. Ocalały i są nadal w muzeum.
Dom jest od niedawna wyremontowany i prezentuje się okazale.
PS: To tylko taki szybki wpis, bo jestem jedynie chwilowo w domu :)
poniedziałek, 22 marca 2010
RESTAURACJA LA BONO - WARSZAWJADALNIA
ul. Grochowska 224
Restauracja LaBono to dość nowy lokal na mapie Warszawy, umieszczony w starym budynku piekarni Teodora Reicherta zaraz przy rondzie Wiatraczna. Wchodzi się przez rozsypującą się bramę chodniczkiem opatrzonym głowami hinduskich bogów i bogiń - dość intrygujący efekt. Te boginie są ustawione nie bez kozery, gdyż restauracja serwuje dania kuchni indyjskiej i międzynarodowej. Co ciekawe, codziennie proponują nowe dania z kuchni jednej i drugiej.
No to wszedłem. Kelner posadził mnie w obszernej sali i podał wodę z cytryną jako aperitif. Hmmm. Kelner był bardzo zajęty gośćmi w sali piwnej, gdyż prowadził z nimi ożywioną konwersację; ja za to czułem się nieco osamotniony w tej ogromnej, surowej sali. Obejrzałem sobie za to menu. Z kuchni indyjskiej mamy pakory, kurczaki curry i inne, masale i tikki, wszystko do 30 zł, ale trzeba coś sobie domówić: ryż czy ziemniaczki. Z kuchni europejskiej jest przekrój przez cały kontynent: od bigosu przez placek po węgiersku, po tagliatellę i szaszłyki. Wszystko do 30 zł, plus oczywiście dodatki. Zamówione danie wreszcie dostałem, bo kelner raczył sobie co jakiś czas o mnie przypomnieć, choć nie za często. Troszkę mnie zdrażnił, bo zapomniał o piwie do obiadu i już miał sporego minusa. Jednak obiad zjadłem ze smakiem, przyznam, że choć porcja nie była olbrzymia, to najadłem się z przyjemnością. Trochę ciekaw jestem, jak to wygląda, kiedy jest tam więcej ludzi, a kelnerzy zajęci są obsługą gości, a nie dyskusją... Na rachunek czekałem wieki i wyszedłem, z jednej strony zadowolony z jedzenia, z drugiej z niedosytem związanym z słabawą obsługą. Myślę, że tam kiedyś wrócę, żeby obadać sprawę raz jeszcze...
Restauracja LaBono to dość nowy lokal na mapie Warszawy, umieszczony w starym budynku piekarni Teodora Reicherta zaraz przy rondzie Wiatraczna. Wchodzi się przez rozsypującą się bramę chodniczkiem opatrzonym głowami hinduskich bogów i bogiń - dość intrygujący efekt. Te boginie są ustawione nie bez kozery, gdyż restauracja serwuje dania kuchni indyjskiej i międzynarodowej. Co ciekawe, codziennie proponują nowe dania z kuchni jednej i drugiej.
No to wszedłem. Kelner posadził mnie w obszernej sali i podał wodę z cytryną jako aperitif. Hmmm. Kelner był bardzo zajęty gośćmi w sali piwnej, gdyż prowadził z nimi ożywioną konwersację; ja za to czułem się nieco osamotniony w tej ogromnej, surowej sali. Obejrzałem sobie za to menu. Z kuchni indyjskiej mamy pakory, kurczaki curry i inne, masale i tikki, wszystko do 30 zł, ale trzeba coś sobie domówić: ryż czy ziemniaczki. Z kuchni europejskiej jest przekrój przez cały kontynent: od bigosu przez placek po węgiersku, po tagliatellę i szaszłyki. Wszystko do 30 zł, plus oczywiście dodatki. Zamówione danie wreszcie dostałem, bo kelner raczył sobie co jakiś czas o mnie przypomnieć, choć nie za często. Troszkę mnie zdrażnił, bo zapomniał o piwie do obiadu i już miał sporego minusa. Jednak obiad zjadłem ze smakiem, przyznam, że choć porcja nie była olbrzymia, to najadłem się z przyjemnością. Trochę ciekaw jestem, jak to wygląda, kiedy jest tam więcej ludzi, a kelnerzy zajęci są obsługą gości, a nie dyskusją... Na rachunek czekałem wieki i wyszedłem, z jednej strony zadowolony z jedzenia, z drugiej z niedosytem związanym z słabawą obsługą. Myślę, że tam kiedyś wrócę, żeby obadać sprawę raz jeszcze...
środa, 7 października 2009
ZAKŁADY PRZEMYSŁU ODZIEZOWEGO "CORA"



niedziela, 9 sierpnia 2009
BIUROWIEC ALLIANZ POLSKA
niedziela, 7 czerwca 2009
KOŚCIÓŁ PARAFIALNY NAJCZYSTSZEGO SERCA MARII





sobota, 4 kwietnia 2009
STACJA WARSZAWA OLSZYNKA GROCHOWSKA





niedziela, 16 marca 2008
UL. KRYPSKA

poniedziałek, 12 listopada 2007
BLUE POINT
Subskrybuj:
Posty (Atom)