poniedziałek, 7 lipca 2008

SŁONECZNA 50

Pewnego dnia, jakis miesiąc temu, otrzymałem majla od Olgierda Buchwalda. Osoba okazała się kobietą, która zwróciła sie do mnie z pewną prośbą. Pozwolę sobie zacytować (z pozwoleniem autorki) część listu.
Ostatnio, w marcu przemierzałam Mokotów w poszukiwaniu pewnej kamienicy – bloku, budynku przedwojennego, w którym dzieje się akcja mojej ulubionej ksiązki – pamiętnika z czasów okupacji. Jego autorka prawdopodobnie zginęła w ostatnich dniach wojny. Mieszkała ze swoją rodziną na Mokotowie w domu – wtedy dość nowym – o specyficznym nietypowym wyglądzie, bardzo długim, nierównym, który ma z jednej strony więcej pięter niż z drugiej. Tyle pamiętnik. Wiadomo jeszcze, że niedaleko jest Plac Unii ( gdzie bohaterka chodziła do szkoły) i że budynek przetrwał wojnę. Odkąd przeczytałam pamiętnik bardzo chciałam zobaczyć ten dom. Niestety, nie ma w książce nazwy ulicy ani numeru. Przeprowadziłam małe śledztwo i na podstawie dostępnej literatury nt.okupacji, łącząc pewne opisywane w pamiętniku fakty ustaliłam, że chodzi o ulicę Słoneczną.
„ Dopiero kilka miesięcy temu, po wielu latach niebywania w tamtych stronach zjawiłam się po raz pierwszy na naszej ulicy, stwierdziłam ze zdumieniem, że czegoś takiego nie ma z pewnością w całej Warszawie. Jest to tak zwany blok, a więc bryła długa i niezbyt wysoka. Co do wysokości można się sprzeczać, liczy bowiem od trzech do pięciu pięter. Elewację wschodnią zdobi regularny szereg załamań i występów muru. Z daleka wygląda to, jakby dom szczerzył zęby. Fasada zachodnio – północna biegnie natomiast linią od biedy łukowatą, załamującą się tylko gdzieniegdzie, bez sztucznych podporzadkowań jakiejkolwiek symetrii. Po wojnie dom zyskał liczne sąsiedztwo w postaci innych bloków, wtopił się jakoś w prawie już miejski krajobraz i sądzę, że może ujść niezauważony. W czasach mojego dzieciństwa ten statek pijany płynął samotnie wśród rozległych pól, nosząc w dodatku zdumiewający numer 50, choć wokół nie stało nic, co wypełniałoby lukę od numeru od 1 do 49. Ktoś kiedyś powiedział, że architekt, który go zaprojektował, musiał być pomylony.(…).”

Tyle komentarz do pamiętnika. Sama bohaterka nie podaje ani nazwy ani numeru domu ( zresztą ten numer pewnie uległ zmianie ). Pisze tylko, że mieszkają w dzielnicy niemieckiej, w pobliżu Alei Szucha, że chodzi do szkoły przy Placu Unii ( pieszo) i że niedaleko znajduje się Morskie Oko. Stąd wiedziałam, że to Mokotów. A nazwę ulicy wydedukowałam. Dziewczyna opisywała pewne tragiczne zdarzenie, gdy w ich domu, piętro wyżej gestapo zamordowało kilkoro ludzi, w tym Żydów. Byli to między innymi żołnierze batalionu Parasol. W książce opisującej historię tego batalionu natrafiłam przypadkowo na opis identycznego zdarzenia – pod tą samą datą. I tam było napisane, że rzecz wydarzyła się w domu przy ulicy Słonecznej.
Co do architekta, to nie wiem. Próbowałem się skontaktować z zarzadem administracji, ale nie ma tam nikogo. Na pewno sa to lata '30, druga połowa. Będę się jeszcze próbował dowiadywać. Może i był pijany, kto wie... Dość, że dziś do nie wyróżnia sie specjalnie szokująco. Oczywiście jest połamany i ma ciekawa architekturę, ale wtopił sie zupełnie w krajobraz.
Wejscia do klatek licowane są specjalnym kamieniem, wejść jest od A do G.

To sa właśnie te "zęby". Co do reszty zabudowy ulicy, to numer 50 jest zupełnie usprawiedliwiony, bo od 2 do 48 zajmują domki jednorodzinne, albo szeregowce.

Pozdrowienia dla pani Ani z Chojnic, mam nadzieję, że o to chodziło :))

41 komentarzy:

lavinka pisze...

No co? Świetny kawałek modernizmu, choć późnego :)

Anonimowy pisze...

O to chodziło :)
Wracam z wakacji, a tu niespodzianka.
Patrzę na zdjęcia i przypominam sobie różne zdarzenia z życia bohaterów, które miały miejsce w tym domu. Wiele dramatycznych chwil, a wszystko wydarzyło się naprawdę
i dom jest naprawdę - namacalny dowód :)
Dziękuję.

joanna pisze...

witam, jestem mieszkanką wspomnianej przez Was kamienicy i bardzo zaciekawiła mnie książka, której akcja rozgrywa się w naszym budynku. Wielka prośba o tytuł i autora. pozdr joanna

Anonimowy pisze...

piękny budynek, chyba nieco czerpaliz niego budowniczowie warszawskiego Bemowa V, tam własnie bloki z lat 90tych mają taki kształt, kilkunasto klatkowe , z różna wysokością pieter

Anonimowy pisze...

Joanno - jak miło ! Od dawna mieszkasz w tym domu ? To jest książka Teresy Grabowskiej "Stare fotografie". Autorka mieszkała przy Słonecznej 50 jako dziecko.

Anonimowy pisze...

Wynajmowalem mieszkanie w tym budynku, niestety trafilem na psychicznego sąsiada, który potrafil dzwonic po policje, gdy nikogo nie bylo w domu, twierdząc, że trwa właśnie wielka impreza. Gorąco go z tego miejsca pozdrawiam.

XXX pisze...

Co do duchów, w tym bloku żyje jakaś nieczysta siła. Wystarczy posłuchać co ściągają głośniki od komputerów (nagranie ze Słonecznej 50/9):

http://pl.youtube.com/watch?v=_nEfyVDdGU8

nomad pisze...

widzę, że ten budynek jest w ogóle magiczny i ma pełno tajemnic... :) Coraz lepiej, może ktoś jeszcze coś dorzuci???

Anonimowy pisze...

Wedle mojej wiedzy ten budynek zaprojektował Wacław Weker dla spółdzielni "Zacisze" w 1928 roku, a budowę ukończono w 1930.

Hrabia_Piotr.
PS. Bardzo lubię ten budynek.

nettie pisze...

Dzięki wielkie za ten tekst, umożliwi mi on mała podróż w czasie i przestrzeni. "Stare fotografie" to ulubiona książka mojego dzieciństwa a wczoraj w nocy przeczytałam ją raz jeszcze zainspirowana wspomnieniami o Powstaniu Warszawskim. pozdrawiam. aneta

Anonimowy pisze...

Spotykam więc pokrewną duszę ? Ja czytałam kilka razy :)

mateusz pisze...

tez mieszkam w tym budynku :)))) ale od strony spacerowej, wiem ze budynek powstal w 1925r. jezeli sprawa jest nadal akutalna moge porozmawiac z administracja i dowiedziec sie wszystkiego na temat tego budynku, wiem ze lada moment zostanie wpisany do rejestru zabytkow, [pozdrawiam

nomad pisze...

o rety, byłbym wdzięczny, bo pan z administracji powiedział, że mi prześle i nic z tego od pół roku, a mnie tam jest zupełnie nie po drodze i nie mogę go nękać... To ja poproszę :))

Anonimowy pisze...

Jest mi ogromnie miło, że nie tylko dla mnie "stare fotografie" były interesującą książką z czasów dzieciństwa. Czytając ją brałam wszystko za fikcję literacką i późniejsze przesłanki, że jednak wydarzenia opisywane w tekście są prawdziwe, zaintrygowały mnie.
Przyznam, że już w latach 90. wiedziona ciekawością zidentyfikowałam budynek.
A czy komuś z zainteresowanych udało się zlokalizować mieszkanie autorki pamiętnika-Ewy? Z tekstu wynika, że znajdujące się na drugim piętrze i mające balkon.
Tajemnicą pozostaje także niemieckie nazwisko Ewy, którego autorka książki, Teresa Grabowska, nie ujawnia.

panmadon pisze...

w tej kamienicy- o ile mnie pamięć nie myli do 1944r. mieszkała moja ciotka(urodzona w 1939r.) z rodziną. zajmowali mieszkanie w suterenie i podobno prowadzili sklep. wiem, że w 1943r. ukrywali Żydówkę z getta. podczas powstania zabrali mężczyzn z tej rodziny- chyba dozorca ich wydał, że są w konpiracji. ślad po nich zaginął. rodzina powróciła do warszawy ale nie mogła z powrotem zamieszkać u siebie- mieszkanie było całe zalane wodą(może pękła rura albo ktoś gasił...). ocalał tylko album ze zdjęciami, który leżał wysoko na szafie.

nomad pisze...

o, to ciekawe, dzięki za informacje :)

Anonimowy pisze...

Przypadkowo się tu znalazłam, a ponieważ mieszkam na Spacerowej i codziennie mijam Słoneczną 50 zaciekawiona natychmiast przeczytałam wspomniane przez Was Stare fotografie. Zachwyciła mnie ta urocza książka i jej historia - i bardzo za to dziękuję:) Moja córeczka jak dorośnie będzie mogła poczytać o dawnej sąsiadce z tej samej ulicy...
Jeśli chodzi o zlokalizowanie mieszkania Ewy to wydaje mi się, że będzie to drugie piętro, narożne mieszkanie od strony hotelu Karat - gdzieś było w książce wspomniane, że było to mieszkanie szczytowe, balkon musiał wychodzić na Spacerową, bo Ewa spoglądała w stronę Placu Unii . Tragedia ludzi z batalionu Parasol to pewnie trzecie piętro gdzieś od strony Słonecznej - tam są te ogródki przy suterenach, gdzie wyskoczył jeden z nich i zginął. No i było powiedziane, że to po przeciwnej stronie bloku niż balkon Ewy... To tyle z moich spacerowo - wózkowych obserwacji - pozdrawiam :)))

sara pisze...

Z gory przepraszam za ortografie: wychowalam sie za granica i choc mowie plynnie i bez trudu po polsku, to z pismem troche gorzaj.
Bardzo mnie ucieszyla ta strona poniewaz tak-zwana "Ewa"lub Teresa "Grabowska" to akurat moja babcia. W zwiasku z tym, moge was zapewnic ze macie wlasciwy budynek. Jesli chodzi o dokladne mieszkanie to to to, ktorego balkon widac na drugim pietrze na czwartym (z gory) zdjeciu. Jestem tego pewna, bo do grudnia 2006ego roku moja babcia nadal tam mieszkala.
Ciesze sie, ze ludziom sie podoba ksiazka. Tez bardzo ja lubie -- ale nie jestem, oczywiscie, neutralnym czytelnikiem. (Mojej babci rowniez bylo strasznie milo jak sie o tej stronie dowiedziala :)

sek red gmika pisze...

autor to wacław weker -uznany warszawski funkcjonalista, który zginął w powstaniu warszawskim. ale sam dom powstał chyba jednak po 1930.

delfina3 pisze...

Saro - wspaniale, że się tu odezwałaś.Jestem Anią z Chojnic, która zapoczątkowała cale zamieszanie :)
Mam mnóstwo pytań. Twoja babcia - Teresa Grabowska to Ewa??
Jeśli wejdziesz na tę stronę, proszę podaj jakiś adres e mail.
Oto mój:
buchwald@wp.pl
Pozdrowienia dla Babci

mantra pisze...

To moja ukochana książka... Muszę przejść się w to miejsce :)

Anonimowy pisze...

Jak miło znaleźć kogoś, kto może nam wyjaśnić tajemnicę "Starych fotografii". To jak było w końcu z Ewą? Czy to były pamiętniki samej autorki (Teresy Grabowskiej) czy jednak innej dziewczynki?

sara pisze...

Przepraszam, Delfina3, ze tak dlugo nie odpisywalam na twoj komentarz. Akurat konczylam studia i mialam strasznie duzo pracy. Za pare dni napisze do Ciebie maila na ten adres ktory podalas.
Anonimowy- postac Ewy jest oparta w ogromnej mierze na Teresie. Pozmieniala oczywiscie wszystkie imiona i nazwiska -- oraz nie ktore detale rodzinne. Byly tez rzeczy, o ktorych nie mogla pisac, poniewaz pisala jeszcze za czasow komuny. Wiec na pszyklad musiala ominac sprawe Katynia, ktora odegrala dosc duza role w jej zyciu ... i nie mogla zbyt wiele pisac o tym, jak Rosjanie stali po drugiej stronie Wisly podczas Powstania.

Iwona pisze...

Witam,
"Stare fotografie" to od lat moja ulubiona książka.Często do nie wracam.
Muszę przyznać,że dziwnie się poczułam patrząc na zamieszczone tu zdjęcia..Szczerze powiedziawszy nie sądziłam że budynek opisany w książce jest nadal zamieszkany.Nie sądziłam,ze wciąż istnieje.
Chciałabym-jeżeli mozna zwrócić sie z prośbą do posiadaczy mojej ulubionej książki.
Otoz jakiś czas temu pozyczylam ja siostrze.Zwrocila mi ja-oczywiscie-z tym ze bez 2 ostatnich kartek;/
Gdyby ktos byl tak uprzejmy i zeskanowal mi je bylabym bardzo wdzieczna..
Czymze jest ksiazka bez zakonczenia?
Z gory bardzo dziekuje..

mój mail:
ima_image@poczta.fm

Anonimowy pisze...

Witam!

Zaglądam na tę stronę co jakiś czas. Historia "Ewy" bardzo mnie intryguje. Właśnie piszę pracę licencjacką o dzieciństwie wojennych pokoleń. Bardzo zależy mi na kontakcie z sara lub z samą autorką książki. Będę wdzięczna za każdą pomoc. Pozdrawiam serdecznie!
Agata

a to kontakt do mnie: a.babijow@o2.pl

sara pisze...

Czesc Agata-
Bede w Warszawie od 16ego grudnia do 10ego stycznia. Mozemy sie jakos zgrac, jakbys chciala.


Delfina- strasznie przepraszam ze nigdy do Ciebie nie napisalam. Ten rok jest jakos dla mnie zupelnie zwariowany (konczylam studia, bylam przez wiele miesiecy chora, a teraz przeprowadzam sie do Ugandy...).

Anonimowy pisze...

Saro, niestety nie będę mogła być w tym czasie w Warszawie, a więc pozostaje internet :)

sara pisze...

Agato- podalam mojej babci Twojego maila. Prawdopodobnie ona do Ciebie napisze.
Jak bys miala jakies pytania, to mozesz do mnie wyslac maila (i ty takze, Delfina -- przepraszam ze jestem taka beznadziejna i sie wciaz nie odezwalam): swesch@gmail.com.

Anonimowy pisze...

Ten dom coś w sobie ma. Niedawno przeglądałem książkę o architekturze mokotowa, gdzie jest zamieszczone chyba przedwojenne zdjęcie tego domu. Tak mi się spodobał, że pstryknąłem fotkę tego zdjęcia moim telefonem. Żaden inny budynek z pozostałych fotografii zamieszczonych w książce mnie tak nie zainteresował. Dom na zdjęciu sprzed lat wygląda zresztą znacznie lepiej - ma jaśniejszą elewację i nie jest przysłonięty drzewami, co pozwala zobaczyć w całości jego niespotykany kształt.

Anonimowy pisze...

Z dużym sentymentem popatrzyłam na zdjęcia kamienicy w której się urodziłam i wychowałam.Widoczna na zdjęciach elewacja została wykonana w latach 60-tych. Ja pamiętam ściany potargane losami wojny, wyrwy, dziury po kulach, pociskach.Prace społeczne mieszkańców aby tzw. ogródki od ul. Słonecznej i Spacerowej doprowadzić do porządku. Rodziny mieszkające w ciemnych, wilgotnych suterenach ( fundamenty domu stoją na gliniankach).Sklepik.Obecnie w tym pomieszczeniu jest jakaś galeria.I dużo nas dzieci,fajnych zaprzyjaźnionych.Tajemnicze przejście labiryntem korytarzy i schodów, gdzie można było wskoczyć od Słonecznej klatką A i wyskoczyć na Spacerowej kl. B.To nas dzieciarnię nieraz uratowało przed chuliganami.Moi rodzice brali czynny udział w Powstaniu Warszawskim,oboje pracowali w Sp. 'Zacisze".Ta kamienica była zawsze magiczna.A otoczenie? Nie było żadnych oczywiście domków, szeregowców.Pole, gospodarstwo, pasące się krowy, konie,ostatnia stacja kolejki wilanowskiej.Mieszkam cały czas na Mokotowie, można powiedzieć z "dziada,pradziada" i kolejnemu juz pokoleniu opowiadam historię, którą poznałam od moich rodziców a przekazuję zasłuchanemu wnusiowi.Pozdrawiam
Hanka

Anonimowy pisze...

Dziękuję Saro za odpowiedź - jak widać książka była na tyle ciekawa, że wciąż, po latach, do niej wracam i czasem zaglądam i tutaj.

Anonimowy 2 komentarze wyżej - czy możesz podać tytuł tej książki o architekturze?

Hanka - zazdroszczę tak "klimatycznego" miejsca mieszkania w dzieciństwie. A czy ponura historia okupacyjnej egzekucji w jednym z mieszkań była znana powojennym mieszkańcom?

Anonimowy pisze...

Budynek obecnie jest modernizowany, malowany jest na kolor szary a detal na wysokości wejść do klatek na grafitowy.

Anonimowy pisze...

Witajcie wielbiciele budynku Słoneczna 50.Mnie też ten budynek interesuje, setki razy, przejeżdzając obok do pracy i z pracy, myślałam o mojej rodzinie (babci, jej siostrze i ojcu), którzy w tym budynku mieszkali do konca Powstania Warszawskiego, a ojciec , uczestnik Powstana,podszedł nawet w najbliższe sąsiedztwo domu kanałami, aby ratować swoją matkę i siostrę, ale nie udało mu się otworzyć włazu. Po okupacji, po powrocie z tzw.Zachodu, niestety w 1948 roku,pierwsze kroki skierował do swojego mieszkania, które zostało zajęte przez kogoś, kto oczywiście nawet go do mieszkania nie wpuścił, nie wydałrzeczy ojca, m.in. tapczanu, który był dla ojca specjalnie wykonany(dłuższy, niż typowy),ponadto zagroził kłopotami ze służbą bezpieczeństwa, powłujmąc sie na swoją pracę na Rakowieckiej(w wiezieniu).Nie pomogły starania ani świadkowie i ich oświadczenia, czas nie sprzyjał ludziom, takim jak mój ojciec, musiał nawet swoją ukochaną Warszawę opuścić, miasto, którego bronił w 1939r, za co został odznazony orderem Virtuti Militri, gdzie był w konspiracji i które chcial odzyskać walcząc w powstaniu i do którego wrócił po niewoli w Zeithain i tułaczce.Niestety, dawno nie żyje i nie żyje nikt z mojej rodziny, kto mógł by cokolwiek dodać do informacji, które posiadam.
Maria.

Anonimowy pisze...

Szanowny Panie!
Wysłałem informację o stronie, na której można obejrzeć artykuł z Architektury i budownictwa dotyczący budynku przy Słonecznej. Czy ta wiadomość dotarła?
Tak się składa że moja teściowa mieszkała w tej kamienicy po wojnie.
Mam też kilka informacji o pracujących w tamtych latach dozorcach.
Czy to Pana interesuje.
Proszę ewentualnie o informacje na mój adres geotest@geotest.pl
Pozdrawiam
Krzysztof

Anonimowy pisze...

Mieszkałem w tym budynku od późnych lat 40. do połowy lat 60.. Pamiętam stare mury podziurawione kulami, pole przed domem od Spacerowej, na którym wybudowano ambasadę radziecką w latach 50.. (Co ciekawe ponoć fundamenty ambasady zostały wykopane dużo głębiej, niż wymagają tego prawidła sztuki budowlanej. Podobno więcej niż piętro w dół, a może i jeszcze głębiej. Na budowie ambasady zatrudnieni byli robotnicy z ZSRR.) Na przeciwko domu od Słonecznej był tak zwany "strop", czyli ruiny kilkupiętrowego budynku zniszczonego podczas Powstania Warszawskiego. Na lewo od "stropu" była górka, która miała dwa stoki. Zimą pełno było na niej dzieciarni, na sankach, łyżwach, i nartach. Zaś na prawo od "stropu", był hotel MSW, z reastauracją na dole (dzisiaj mieści się tam hotel "Karat"). Mury zostały otynkowane po wojnie pod koniec lat 50.. Pamiętam jakąś pradawną metodę tego tynkowania. Tynkarz maczał w zaprawie dużą miotłę z brzozy i chlapał równo. Stąd taka chropowata faktura. Pamiętam jak budowano linię tramwajową do Wilanowa, która szła przez długość ulicy Spacerowej. W domu tym mieszkali wtedy bardzo różni ludzie. Na parterze ostatniej klatki, okna mieszkania wychodziły na rogu Spacerowej i Słonecznej, mieszkał młody Marek Perepeczko z rodzicami. Był ode mnie starszy o sześć lat. Rozmawiałem z nim kilka razy. Zawsze bardzo miły i życzliwy. W drugiej klatce „C” mieszkała Maria? Darowska. Leciwa i dystyngowana bardzo pani, krewna Marceliny Darowskiej, założycielki Zgromadzenia Sióstr Niepokalanek. Na ostatnim piętrze klatki „C” mieszkała Dr Janina Iwanowska, wieloletnia dyrektor Instytutu Leków. W latach „Solidarności” i Stanu Wojennego, mieszkała już wtedy na Solcu i od lat była na emeryturze, działała bardzo czynnie w Prymasowskiej Komisji Charytatywnej. O klatkę dalej mieszkała Pani Kączkowska. Przemiła, dystyngowana, i bardzo ciekawa postać. Pochodziła z Kresów, a z wykształcenia była psychologiem. Pamiętam jej rozmowy z moim ojcem. W tej samej chyba klatce, albo może w klatce „E”, mieszkał mój kumpel z lat dziecięcych, Tusiek. Umawialiśmy się na ping-ponga, mówiliśmy „na pingla”, u mnie, gdzie był duży rozkładany stół, no i miałem prawdziwą siatkę do ping-ponga. Czasami wpadałem do Tuśka i tam graliśmy z jego rodzicami w karty. Jeździłem też z Tuśkiem na wycieczki rowerowe. Byliśmy dumnymi posiadaczami „Diamentów”, rowerów męskich produkcji NRD. Ojciec Tuśka interesował się fotografią i zaczął sam robić powiększenia kolorowe. Wiem, że Tusiek skończył fizykę na UW, że był bardzo zdolny. Raz wpadłem na niego, wiele lat później w Warszawie, gdzieś tak w roku pewno 1984.. Był z żoną. Zawsze wspominam go bardzo ciepło. Tusiek miał siostrę, Hankę. Podejrzewam, że to ta sama Hanka, która zostawiła tu wpis. Wszystkich osób nie sposób teraz wyliczyć.. Tak się składa, że moja starsza siostra przyjaźniła się z Teresą Grabowską. Historii Ewy nie znam, ale od siostry wiem, że Teresa została wywieziona do Niemiec po Powstaniu. Gdzieś tak w roku 1960. pojechałem na ferie zimowe z moimi siostrami, i z małą córką tej siostry starszej, do Białki Tatrzańskiej. Była już tam Asia, miała wtedy ze cztery lata, córka Teresy, ze swoim tatą, który przekazał nadzór mojej starszej siostrze i wrócił do Warszawy. Mała Asia to chyba mama Sary, która pisze na tym blogu. Pozdrawiam wszystkich miłośników Słonecznej 50. T

Anonimowy pisze...

Do listy lokatorów dodam Ewę Sałacką.

Anonimowy pisze...

"stare fotografie" to tez i moja ulubiona ksiazka. Przeczytalam ja chyba z 50 razy. Wiele razy zastanawialam sie tez czy to fikcja czy prawda.
Szkoda, ze Sara tak malo szczegolow podaje ...

Anonimowy pisze...

Zaglądam tu wciąż po latach i z ciekawością czytam komentarze. Znalazłam też informację o tragicznym wydarzeniu, opisanym również w "Starych Fotografiach": http://www.sztetl.org.pl/pl/article/warszawa/13,miejsca-martyrologii/18399,dom-przy-ul-slonecznej-50-miejsce-egzekucji/

Anonimowy pisze...

Witam ponownie sympatyków kamienicy przy ul. Słonecznej 50.Nawiązuję do wypowiedzi T. z 6 stycznia 2013r. Tak, Hanka to ja.A czy Pan, to przypadkiem nie Tomek-najlepszy kumpel Tuśka, czyli Jurka? (brat zginął tragicznie 10 lat temu). Pani Kączkowska sąsiadowała z nami.Mieszkaliśmy na I-szym piętrze kl."D". Proszę o kontakt na pryw. mail annaf1951@o2.pl
Pozdrawiam wszystkich miłośników Słonecznej 50

Anonimowy pisze...

@ Hanka

Tak jestem Tomkiem, kumplem Tuśka z lat dziecięcych. Bardzo mi przykro, że już nie żyje. Tyle mam dobrych wspomnień związanych z Jurkiem z tamtego wczesnego okresu mojego życia. Niedługo zaczynam urlop. Wtedy napiszę na Pani adres więcej. Pozdrawiam serdecznie, Tomek

Mabillon pisze...

Czy ktoś z wypowiadających się może potwierdzić lub obalić informację o tym, że w kamienicy tej po wojnie mieścił się hotel Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego?