ul. Filtrowa 83 \ Akademicka 1
Ten pomnik pieśni Warszawianka jest po pierwsze mało znany, po drugie, prawie zupełnie niedostępny. Stoi sobie w zaciszu podwórka przedwojennych kamienic, choć rzeźba autorstwa Aleksandra Żurakowskiego, odsłonięta została dopiero w 1954. Żeby ją zobaczyć, trzeba sforsować domofon i bramę, ale może komuś uda się wślizgnąć na podwórze...
piątek, 5 października 2012
wtorek, 25 września 2012
DOM BARTOSZKÓW
ul. Widoczna 85
Dom powstał przed wojną, mieścił się tu bar, a prowadził go Antoni Bartoszek z żoną. 26.12.1939 do baru nieczynnego w święta weszło dwóch mężczyzn, domagając się jedzenia. Bartoszek zawiadomił policję – okazało się, że jest to dwóch przestępców. Wezwano więc niemieckich żołnierzy, którzy zostali na miejscu zastrzeleni, a żona właściciela ciężko ranna. Na rozkaz płk Maksa Daume wysłano do Wawra kompanię karną, która w obławie wygarnęła z domów mężczyzn w wieku 16-70 lat i skazali na śmierć 114 osób. Wszystkich zaprowadzono na tory i zastrzelono. Jeden uciekł, kilku przeżyło, razem zginęło tu 107 mężczyzn. Antoni Bartoszek został powieszony na drzwiach swojego domu. Dziś, w przebudowanym domu, mieści się sklep z winami.
Dla upamiętnienia tej masakry jedna z pobliskich ulic nosi nazwę 27 Grudnia.
Dom powstał przed wojną, mieścił się tu bar, a prowadził go Antoni Bartoszek z żoną. 26.12.1939 do baru nieczynnego w święta weszło dwóch mężczyzn, domagając się jedzenia. Bartoszek zawiadomił policję – okazało się, że jest to dwóch przestępców. Wezwano więc niemieckich żołnierzy, którzy zostali na miejscu zastrzeleni, a żona właściciela ciężko ranna. Na rozkaz płk Maksa Daume wysłano do Wawra kompanię karną, która w obławie wygarnęła z domów mężczyzn w wieku 16-70 lat i skazali na śmierć 114 osób. Wszystkich zaprowadzono na tory i zastrzelono. Jeden uciekł, kilku przeżyło, razem zginęło tu 107 mężczyzn. Antoni Bartoszek został powieszony na drzwiach swojego domu. Dziś, w przebudowanym domu, mieści się sklep z winami.
Dla upamiętnienia tej masakry jedna z pobliskich ulic nosi nazwę 27 Grudnia.
sobota, 22 września 2012
MINISTERSTWO ROLNICTWA
ul. Wspólna 30
Ten olbrzymi, monumentalny budynek powstał w 1951-6 wg proj. Jana Grabowskiego, Stanisława Jankowskiego,
Jana Knothe, Jerzego Czepkowskiego i Zofii Krzewińskiej, jednak jego
ogrom był już rok później piętnowany jako przykład wypaczeń socrealizmu.Trochę to kojarzyć się może z berlińskim lub rosyjskim monumentalizmem: wielkie kolumnady, masywny budynek. Korzystając ze zniszczeń wojennych, wokół ministerstwa miano wyburzyć zabudowę, aby założyć tu pola uprawne ze wzorcowymi hodowlami warzyw. Zrealizowano jednak na szczęście tylko ogród na dziedzińcu, ze starannie wyselekcjonowanymi roślinami, kamiennymi latarniami i murkami. Wyobraźcie sobie pole uprawne na zapleczu Marszałkowskiej!
To tutaj również rozbijali namioty protestujący rolnicy - wokół ministerstwa powstała istna wioska przeciwników reform. Na pewno lepiej byłoby im, gdyby pola jednak powstały - zawszeć to wygodniej rozbić namiot w polu, niźli na betonie...
sobota, 8 września 2012
KAMIENICA SALOMONA GRAFTA
Al. Róż 7
Kamienica, a właściwie luksusowy przedwojenny apartamentowiec, powstał dla żydowskiego właściciela w 1937 wg proj. Jerzego Gelbarda i Romana Sigalina z okładziną z piaskowca i detalu art-deco z firmy Braci Lubert. Wcześniej istniał tu ogród różany - stąd nazwa ulicy - który został rozparcelowany pod koniec XIX w.
Sam dom, owszem, ładny, ale ciekawsze znacznie jest to, że mieszkał tutaj Józef
Cyrankiewicz wraz ze swoją żoną, Niną Andrycz. Wprawdzie dawno się rozwiedli (podobno przez podwójną aborcję pani Niny, która nie chciała mieć 'syna komunisty'), ale p. Andrycz mieszkała tu jeszcze do niedawna. Zajmowała ponad 120-metrowe mieszkanie w zasadzie sama, więc po prostu wyniosła się do znacznie mniejszego w Śródmieściu. Zresztą, po wojnie mieszkało tu wielu dygnitarzy PRL-owskich. Dziś apartamenty zajmują głównie kancelarie adwokackie.
Kamienica, a właściwie luksusowy przedwojenny apartamentowiec, powstał dla żydowskiego właściciela w 1937 wg proj. Jerzego Gelbarda i Romana Sigalina z okładziną z piaskowca i detalu art-deco z firmy Braci Lubert. Wcześniej istniał tu ogród różany - stąd nazwa ulicy - który został rozparcelowany pod koniec XIX w.
Sam dom, owszem, ładny, ale ciekawsze znacznie jest to, że mieszkał tutaj Józef
Cyrankiewicz wraz ze swoją żoną, Niną Andrycz. Wprawdzie dawno się rozwiedli (podobno przez podwójną aborcję pani Niny, która nie chciała mieć 'syna komunisty'), ale p. Andrycz mieszkała tu jeszcze do niedawna. Zajmowała ponad 120-metrowe mieszkanie w zasadzie sama, więc po prostu wyniosła się do znacznie mniejszego w Śródmieściu. Zresztą, po wojnie mieszkało tu wielu dygnitarzy PRL-owskich. Dziś apartamenty zajmują głównie kancelarie adwokackie.
poniedziałek, 27 sierpnia 2012
BAR SADY ŻOLIBORSKIE
ul. Krasińskiego 36
Jeden z ostatnich reliktów komunistycznych barów mlecznych, które zachowały wygląd i klimat i, co najważniejsze, ceny sprzed lat. Pawilon powstał w latach '60 wg proj. Haliny Skibniewskiej, jako uzupełnienie infrastruktury osiedla Sady Żoliborskie. Do dziś zachowała się nawet tabliczka, która zawisła pierwszego dnia działania baru.
Przez wiele lat, w klimacie 'Misia' itd., a nawet dziś można było zjeść pyszny, tani obiadek. Zupki, leniwe, pierożki, kotleciki - wszystko w niezwykle rozsądnych cenach. Ile w Warszawie zostało barów mlecznych? Może ktoś to policzy? Na szybko pamiętam, że istnieje jeszcze Kefirek na Bródnie, Marymont na Bielanach, Nowomiejska, Nowy Świat... Jest gdzieś jeszcze?
Jeden z ostatnich reliktów komunistycznych barów mlecznych, które zachowały wygląd i klimat i, co najważniejsze, ceny sprzed lat. Pawilon powstał w latach '60 wg proj. Haliny Skibniewskiej, jako uzupełnienie infrastruktury osiedla Sady Żoliborskie. Do dziś zachowała się nawet tabliczka, która zawisła pierwszego dnia działania baru.
Przez wiele lat, w klimacie 'Misia' itd., a nawet dziś można było zjeść pyszny, tani obiadek. Zupki, leniwe, pierożki, kotleciki - wszystko w niezwykle rozsądnych cenach. Ile w Warszawie zostało barów mlecznych? Może ktoś to policzy? Na szybko pamiętam, że istnieje jeszcze Kefirek na Bródnie, Marymont na Bielanach, Nowomiejska, Nowy Świat... Jest gdzieś jeszcze?
poniedziałek, 13 sierpnia 2012
LWOWSKA KAPLICZKA NA OCHOCIE
ul. Kaliska 5
Ta wyjątkowa, jak na Warszawę, kapliczka stoi tu już jakiś czas. Sama kapliczka z 1915 znaleziona została we Lwowie, zaniedbana i zniszczona. Wystarano się o przewiezienie figury do Polski i pieczołowicie ją odrestaurowano w 2003. Teraz zdobi to wielkie podwórko przy Kaliskiej i choć rzadko kiedy obcy tam zagląda, czasem warto zakręcić w bramę i obejrzeć tę dużą figurę.
Ta wyjątkowa, jak na Warszawę, kapliczka stoi tu już jakiś czas. Sama kapliczka z 1915 znaleziona została we Lwowie, zaniedbana i zniszczona. Wystarano się o przewiezienie figury do Polski i pieczołowicie ją odrestaurowano w 2003. Teraz zdobi to wielkie podwórko przy Kaliskiej i choć rzadko kiedy obcy tam zagląda, czasem warto zakręcić w bramę i obejrzeć tę dużą figurę.
czwartek, 9 sierpnia 2012
PŁASKORZEŹBA PLON
ul. Katowicka \ Zwycięzców 11
Plon to jedna z niewielu ozdób Saskiej Kępy, która ostała się nam do naszych czasów. I to w jakim stanie! Ale nie zawsze było tak pięknie. Płaskorzeźba jest dziełem Janusza Jarnuszkiewicza, odsłonięta została w 1947 z tej okazji, że obok mieściło się Biuro Odbudowy Stolicy, postanowiono Katowicką upiększyć. Była tu więc fontanna, był Chłopiec z Żaglówką, był Misio, borsuk, ale dziś możemy oglądać jedynie plon, gdyż cała reszta 'się potłukła'. Sam Plon, zresztą nie przyjęty przychylnie przez środowisko artystyczne, istniał sobie na ścianie domu i również niszczał, a części rzeźby co jakiś czas po prostu się kruszyły i odpadały. W 2005 wreszcie, pani Ewa Brykowska-Liniecka , grafik, podjęła się ratowania rzeźby. Jakiś czas wisiały na ścianie rysunki uzupełniające braki, a społeczność lokalna pod kierunkiem p. Ewy działała. A działała na tyle sprawnie, że w 2011 odsłonięto ponowie ładny i uzupełniony Plon. Na odsłonięciu było aż ok. 200 osób. I to jest godny naśladowania przykład pomocy zabytkom.
Plon to jedna z niewielu ozdób Saskiej Kępy, która ostała się nam do naszych czasów. I to w jakim stanie! Ale nie zawsze było tak pięknie. Płaskorzeźba jest dziełem Janusza Jarnuszkiewicza, odsłonięta została w 1947 z tej okazji, że obok mieściło się Biuro Odbudowy Stolicy, postanowiono Katowicką upiększyć. Była tu więc fontanna, był Chłopiec z Żaglówką, był Misio, borsuk, ale dziś możemy oglądać jedynie plon, gdyż cała reszta 'się potłukła'. Sam Plon, zresztą nie przyjęty przychylnie przez środowisko artystyczne, istniał sobie na ścianie domu i również niszczał, a części rzeźby co jakiś czas po prostu się kruszyły i odpadały. W 2005 wreszcie, pani Ewa Brykowska-Liniecka , grafik, podjęła się ratowania rzeźby. Jakiś czas wisiały na ścianie rysunki uzupełniające braki, a społeczność lokalna pod kierunkiem p. Ewy działała. A działała na tyle sprawnie, że w 2011 odsłonięto ponowie ładny i uzupełniony Plon. Na odsłonięciu było aż ok. 200 osób. I to jest godny naśladowania przykład pomocy zabytkom.
Subskrybuj:
Posty (Atom)







