wtorek, 16 listopada 2010

ZASADY KORZYSTANIA Z KOMUNIKACJI MIEJSKIEJ

Codziennie jeżdżę komunikacją miejską. Primo, nie mam samochodu, secundo, jazda samochodem po mieście to mordęga czasami. Obserwując życie w autobusach i tramwajach, pozwoliłem sobie napisać mały manual:

1. Nie ma sensu przychodzić punktualnie na wyznaczone godziny. Jak przyjdziesz na czas, okaże się, że autobus przyjechał 2 minuty wcześniej. Bez obaw, następny spóźni się 15 minut. Dzięki czemu spędzisz na przystanku dwa razy więcej czasu, będziesz mógł pomyśleć o swoim życiu.
2. Kiedy autobus zatrzyma się na przystanku, stań tak, abyś mógł wejść zanim ktokolwiek wyjdzie - to da Ci przewagę!
3. Jeżeli z przystanku dostrzegłeś wolną miejscówkę, nie krępuj się ruszyć do niej z kopyta. Jest Twoja! Przecież dostrzegłeś ją pierwszy! Jeśli nic nie wypatrzyłeś, patrz punkt 4.
4. Wchodząc do autobusu zatrzymaj się na chwilę w wejściu i dobrze rozejrzyj, czy nie ma gdzieś dobrego miejsca.
5. Jeżeli dostrzegłeś wolną miejscówkę, rusz czem prędzej ku niej, bo nie daj Boże jakaś łajza ją zajmie!
6. Jeśli nie ma wolnego siedzenia, zostań w drzwiach. Trochę będą się przepychać ludzie, którzy chcą wejść lub wyjść, ale co tam, przy drzwiach stoi elita i tego się trzymajmy!
7. Zasadniczo świetnie jest oprzeć się o kasownik, doskonale nadaje się na podłokietnik. Nie zapomnijmy otaksować pogardliwie chcących skasować bilet!
8. Jeśli jesteś szczęśliwym siedzącym, pamiętaj o symulacji głębokiego snu lub wielkiego zaczytania w razie pojawienia się na horyzoncie osoby starszej.
9. Wysiadając, nie zapomnij opieprzyć tych, co stoją w drzwiach, przecież w środku jest tyle miejsca, a oni tkwią w przejściu! Bydło!

Jeśli wszyscy będziemy stosować się do powyższych założeń, podróż komunikacją minie nam szybko i przyjemnie!

5 komentarzy:

Janusz pisze...

Samo życie, oczywiście z przymrużeniem oka. Gratuluję dobrego poczucia humoru.
Pozdrawiam

lavinka pisze...

Prawdziwa walka zaczyna się na zewnątrz, przydają się ciężkie siaty i twarde łokcie ;)
No, ale odkąd mieszkam na trasie metra to już nie mój problem. Nie musząc jeździć w godzinach szczytu - korzystanie ze Zbiorkomu to czysta przyjemność. :)

skrzek pisze...

cóż ludzie bez wyobraźni i później to wygląda tak jak opisałeś.

Marcin pisze...

Jako również użytkownik tylko i wyłącznie transportu publicznego, pozwolę się ustosunkować do w/w punktów (wspaniała nota, baj de łej):

Ad 1: Zgadzam się. Ja po prostu wychodzę z domu i czekam. Zazwyczaj niedługo.

Ad 2: Być może uzależnione jest to od miejsca zamieszkania, ale nie mam problemów z wsiadaniem ani wysiadaniem. Chyba że moja mina mówi "rozsunąć się, k..., bo pozabijam", ale tego nie wiem.

Ad 3/4/5/8: Uznaję tylko miejsca stojące, niezależnie od długości trasy. Wygodniej mi się czyta.

Ad 6: To pozycja, zwana "glonojad": rozpłaszczony na szybie drzwi człowiek, kurczowo się jej trzymający, niezależnie od tego, za ile przystanków wysiada.

Ad 7: Kasownik, jak sama nazwa wskazuje, służy do sprawdzania godziny, którą bardzo rzadko podaje jeszcze rzadziej działający wyświetlacz nad kierowcą.

Ad 9: E, ja tam po prostu mówię "przepraszam" i idę. Kto się nie odsunie, to trudno :-)


A tak w ogóle, to takich punktów można napisać o wiele więcej. Ja mam np. sporo spostrzeżeń z jazdy metrem, z którego korzystam codziennie. Wsiadanie i wysiadanie w metrze, jak również wchodzenie na stację i wychodzenie z niej, korzystanie ze schodów ruchomych i stawanie na krawędzi, by sprawdzić czy już nie jedzie pociąg, mają swój niepowtarzalny urok.

Ola pisze...

trafne, niestety:)